To my jako jeźdźcy jesteśmy odpowiedzialni za to, aby konie były traktowane tak jak na to zasługują

Czasem spotykam się z opinią, że pokazując w Internecie swoją pracę z końmi nakłaniam odbiorców do robienia rzeczy, na które nie są gotowi, i które mogą być dla nich niebezpieczne. Niektórzy myślą, że pokazując jak można poprosić konia o przyjęcie wędzidła „nakłaniam dzieci do pracy z młodymi końmi”, a pokazując jak uczę konia samodzielnego podstawiania się pod schodki podczas wsiadania, jednocześnie pokazując, że nie trzeba konia trzymać podczas wsiadania, tworzę niebezpieczne sytuacje (podkreślam „nie trzeba” nie równa się „nie można”).

Uświadamiam sobie wtedy dwie rzeczy

Po pierwsze jak bardzo sport i praca ze zwierzętami pomagają w budowaniu samoakceptacji i pewności siebie. Zauważyłam, że podczas gdy tylko spotykam się z jakimś przejawem krytyki, wytknięciem błędów lub hejtem (który nikogo on nie omija) to jestem pod wrażeniem tego jak spokojnie to akceptuję.

Rozkładam zarzut na części pierwsze. Biorę co konstruktywne, reszcie daję się ulotnić…

Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma ludzi nieomylnych. Jednak większość z nas patrzy na krytykę pod nieodpowiednim kątem. Powinniśmy wyobrażać ją sobie jako strzałki, które ktoś zostawia nam na skrzyżowaniach, a ich celem jest wskazanie nam prawidłowej drogi, którą dopiero odkrywamy. W przypadku kiedy źle skręcimy, to spróbujmy potraktować to jako znak, który będzie kazał nam zawrócić i wybrać inną drogę.

Bez krytyki nie będzie korekty, a bez korekty wszystko nadal będziemy robić tak samo…

Kierując się takim podejściem, musimy sobie zadać pytanie, gdzie szukać rozwoju jeśli właśnie nie w krytyce, którą możemy przekuć w zmianę? Mam wrażenie, że zbyt często krytyka traktowana jest jako koniec drogi. Do osoby krytykowanej dociera wtedy błędny komunikat, że nic już się nie da zrobić i należy po prostu uznać swoją porażkę, poddając się w dążeniu do celu. A tak naprawdę to właśnie ta krytyka powinna motywować do dalszej pracy. Osoba krytykowana powinna się cieszyć, że już wie co robić dalej, nad czym pracować żeby być coraz lepszym.

Niewątpliwie nasze podejście do przyjmowania „korekty” kształtowane jest od dziecka i podczas każdego nawet najprostszego treningu. Nie ma jednak większej siły niż siła naszego umysłu i nawet ktoś komu brakuje pewności, wiary w siebie jest w stanie tego dokonać, przekuć krytykę w konstruktywne działanie i osiągnąć swoje cele.

Wszystko zależy od motywacji

To właśnie drugi element, o którym wiele nauczyła mnie praca ze zwierzętami. Tak naprawdę to właśnie motywacja, decyduje o tym jak odbieramy naszą porażkę, w porównaniu ze zwycięstwem rywala.

Wiedza jest tylko wiedzą, sprzęt tylko sprzętem, ale to nasza motywacja decyduje o tym jak wykorzystamy wszystko to co mamy do dyspozycji. Mimo naszych szczerych chęci do szerzenia pozytywnego i zrozumiałego dla koni podejścia do nich, nie mamy szans żeby udało nam się dotrzeć do wszystkich ludzi na świecie, a nawet jeśli to dla przynajmniej połowy nasze słowa i podejście nie będą miały znaczenia. Dlaczego? Powód jest prosty. Będą oni mieli inną motywację, a to ona ustala nasze priorytety.

Każdy z nas zaczynał jako mniej doświadczony, mniej wiedzący miłośnik koni. Każdy z nas testował kilka sposobów zanim zdecydował się wybrać ten, który najbardziej mu odpowiada. Młode osoby pracujące z młodymi końmi, mimo braku wiedzy i doświadczenia zawsze między nami będą, niezależnie od poziomu dostępności wiedzy w Internecie.

To co może się zmienić to jakość tej wiedzy

Jako zawodniczka, opiekunka swoich koni i od jakiegoś czasu również trenerka, wiele razy widziałam sytuacje, w których motywacji było pełno, a elementem, którego brakowało była właśnie wiedza. Dlatego postanowiłyśmy dzielić się naszą wiedzą z Wami tutaj.

Koni jest zdecydowanie za dużo, aby każdy z nich mógł trafić w swoim życiu na najlepszego trenera. Z kolei dobrych trenerów jest za mało, aby każdy jeździec miał szansę się od nich uczyć i na nich opierać. Po to właśnie dzielimy się z Wami naszym podejściem, ponieważ uznałyśmy, że na tę jedną rzecz możemy mieć mały wpływ i Wy też.

To my jeźdźcy jesteśmy odpowiedzialni za to jak konie będą traktowane.

Obserwując sytuacje w Internecie i życiu codziennym, na zawodach czy w stajni dochodzimy do wniosku, że pozytywnym, delikatnym podejściem trzeba się dzielić. Zbyt dużo dostępnych jest treści, które nakłaniają do pracy z końmi bez zwracania uwagi na ich potrzeby. Zbyt dużo „przyzwyczajeń” jest przez nas – jeźdźców – przyjętych. „Przyzwyczajeń”, które pozwalają na tłamszenie przyjaznego podejścia, a akceptują podejście krzywdzące dla zwierząt, w efekcie końcowym także dla współpracujących z nimi ludzi.

Jeśli od samego początku postaramy się zminimalizować nasze błędy, spróbujemy zbudować w zwierzęciu pozytywne nastawienie do pracy to uzyskamy zwierzę, partnera chętnego do tego by się dla nas starać. Zwierzę, które w sytuacji trudnej, stresującej będzie zwracało uwagę także na nas, a nie pomyśli tylko o tym jak najszybciej się od strachu (często połączonym z człowiekiem) uwolnić.

Obserwujemy osoby, które pracują ze swoimi końmi promując podejście, które jest oparte na zrozumieniu końskiej psychiki oraz na zapewnieniu wierzchowcom zaspokojenia potrzeb, zanim zostaną skierowane w ich stronę wymagania. Jest nam bardzo przykro, gdy jeden komentarz w stylu „koń powinien Ci ustąpić i już, a nie być o to proszony” może spowodować u nich rezygnację.

Nasze podejście do tematu udostępniania wiedzy w Internecie jest bardzo proste

Nikogo nie odwiedziemy od pracy z niedoświadczonym koniem jeśli się na to zdecyduje i uprze, ale jesteśmy w stanie pokazać jak powinno to wyglądać, być może (!) możemy nawet uświadomić i zwrócić uwagę na to, jak wiele trzeba się nauczyć, by zrobić to prawidłowo i skłonić do refleksji, czy aby na pewno jesteśmy na to gotowi i podołamy temu samodzielnie.

Jako ludzie potrafimy bardzo szybko negować, jednocześnie nie mówiąc jak coś powinno być zrobione – często dlatego, że sami nie wiemy jak. Błyskawicznie oceniamy, nie zastanawiając się nawet nad tym jak można by było lepiej wykonać rzecz, którą tak łatwo skrytykowaliśmy. Wybieramy prostą drogę i wolimy zakazać, niż przedyskutować i pomóc komuś faktycznie zrozumieć co robi źle. Z tym samym podejściem podchodzimy potem do naszych zwierząt i dziwimy się dlaczego nie chcą zostać z nami, gdy już zdejmiemy im cały sprzęt, albo dlaczego nie chcą się dla nas postarać. Przypinamy łatkę „złośliwego”, „niechętnego do pracy” zamiast uświadomić sobie, że sami ze sobą często nie chcielibyśmy pracować.

Musimy zacząć się nad sobą zastanawiać, szukać w każdej krytyce korekty i rozwoju, i raz na jakiś czas, regularnie, przesiewać nasze motywacje i priorytety.

Zacznijmy od siebie, a inni, w tym też nasze zwierzęta, podążą za nami i będą nam towarzyszyć. 😊

Masz pytanie?

Napisz do nas!

×
×

Koszyk